- Jechałam z Warszawy do Poznania. Po 5 minutach pociąg się zatrzymał. Przyszedł konduktor i oznajmił, że nie pojedziemy dalej, bo maszyniście skończył się dyżur – informuje „Gazetę Wyborczą” czytelniczka. Jak się dowiadujemy, właściwy maszynista się spóźnił, a ten, ktory kończył służbę nie miał znajomości szlaku.
Czytelniczka „Gazety Wyborczej” podróżowała z Poznania do Warszawy. Wracając wsiadła do ekspresu regionalnego "Warta". Pociąg odjeżdżał ze stacji Warszawa Centralna o godz. 17.20. Po 4 minutach pociąg zatrzymał się na stacji Warszawa Zachodnia. - Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że pociąg dalej nie pojedzie. Pasażerów poinformowała o tym pani konduktor. Spytaliśmy, dlaczego pociąg stoi? Bo nie ma maszynisty, skończył swój dyżur i wysiadł, usłyszeliśmy. Nie dostaliśmy żadnej informacji ile będziemy tak stać lub czy będzie podstawiony inny skład – relacjonuje „Gazecie Wyborczej” pasażerka.
Kobieta przesiadła się do zatrzymującego się na stacji Warszawa Zachodnia pociągu InterCity, który jechał do Poznania. - Ale musiałam kupić drugi bilet, dużo droższy. Nie wszyscy się na to zdecydowali. Ekspresem jechało wielu studentów. Oni nadal czekali aż pociąg ruszy – skarży się „Gazecie Wyborczej” czytelniczka.
Ekspres "Warta" na stacji Warszawa Zachodnia stał 80 minut. - To jest pociąg relacji Lublin - Poznań. Maszyniści po drodze się zmieniają. Ten, który miał wsiąść na stacji Warszawa Zachodnia spóźnił się aż o 130 minut. To dlatego, że jechał z Wrocławia, a wczoraj na odcinku między Wrocławiem a Ostrowem Wielkopolskim doszło do wykolejenia, więc dziś pociągi jeżdżą tam objazdem - tłumaczy „Gazecie Wyborczej” Norbert Wełyczko z wielkopolskiego zakładu Przewozów Regionalnych.
Więcej
Jak tłumaczy "Rynkowi Kolejowemu" pracownik PKP Intercity, dyspozytura IC wydała zgodę (na wniosek Dyspozytury PR Łódź) na honorowanie biletów w pociągu 17105 - odjazd z Zachodniego godz. 18:04. - Pani czytelniczka prawdopodobnie zagubiła się w akcji i pojechała BWE, któego nie uzgadnialiśmy, ale tylko dlatego że jadący 4 min później poc. TLK zatrzymuje sie dokładnie na tych samych stacjach co pociąg RE - wyjaśnia.
Jak mówi, realne opóźnienie w dotarciu do stacji docelowej dla podróżnego wyniosło 40 minut a nie 80. Z czego wzięło się opóźnienie? Okazało się, że dotychczasowy maszynista nie miał znajomości szlaku, nie mógł więc prowadzić pociągu dalej. Wysłanie go ze składem spowodowałoby, że musiałby jechać z prędkością 40 km/h, co opóźniło by kilkadziesiąt pociągów na całej sieci.